Europejskie miasta mają dość masowej turystyki

Turyści z pistoletami na wodę wycelowanymi w ich stoliki, protesty pod hotelami, zaklejane skrzynki z kluczami do apartamentów i transparenty z hasłami „Wasze wakacje, nasza niedola”. W ostatnich latach sprzeciw wobec masowej turystyki przestał być w Europie zjawiskiem marginalnym.

Najbardziej widoczny jest w Hiszpanii, Portugalii i we Włoszech, ale problemy z nadmiernym ruchem turystycznym dotyczą również Amsterdamu, Dubrownika i innych popularnych miast. Ich mieszkańcy niekoniecznie chcą całkowitego zatrzymania turystyki. Coraz częściej domagają się natomiast ograniczenia liczby apartamentów wakacyjnych, rejsowców, nowych hoteli i dalszego podporządkowywania centrów miast potrzebom przyjezdnych.

Problem prawdopodobnie nie zniknie. W 2025 roku w obiektach noclegowych na terenie Unii Europejskiej wykupiono rekordowe 3,1 mld noclegów, o 2,2% więcej niż rok wcześniej. Przed sezonem letnim 2026 roku aż 81% ankietowanych Europejczyków deklarowało zamiar odbycia podróży między czerwcem a listopadem. Największym zainteresowaniem nadal cieszyły się kraje Europy Południowej i region Morza Śródziemnego.

Overtourism – kiedy turystów jest zbyt wielu?

Nie ma jednej liczby, po przekroczeniu której miasto można uznać za przeciążone turystyką. Duże znaczenie mają jego powierzchnia, liczba mieszkańców, infrastruktura, sezonowość oraz sposób, w jaki odwiedzający korzystają z przestrzeni.

O overtourismie, czyli nadmiernej turystyce, mówi się wtedy, gdy liczba odwiedzających zaczyna pogarszać jakość życia mieszkańców albo zagrażać środowisku i lokalnemu dziedzictwu. Problemem może być nie tylko tłok, lecz także:

  • przekształcanie mieszkań w apartamenty wynajmowane na kilka dni,
  • wzrost czynszów i cen nieruchomości,
  • wypieranie zwykłych sklepów przez lokale nastawione na turystów,
  • przeciążenie komunikacji, wodociągów i służby zdrowia,
  • hałas i intensywne życie nocne,
  • koncentracja tysięcy osób w kilku najpopularniejszych miejscach,
  • napływ pasażerów wielkich statków wycieczkowych.

Dlatego protestujący częściej mówią o sprzeciwie wobec „turystyfikacji” niż wobec samych turystów. Chodzi o model rozwoju, w którym potrzeby odwiedzających i inwestorów zaczynają dominować nad potrzebami osób mieszkających w danym miejscu przez cały rok.

Barcelona – symbol europejskiego buntu przeciw masowej turystyce

Barcelona stała się najbardziej rozpoznawalnym przykładem konfliktu między mieszkańcami a branżą turystyczną. Miasto liczące około 1,6 mln mieszkańców przyjęło w 2024 roku około 26 mln odwiedzających. W badaniach miejskich już 31% mieszkańców negatywnie oceniało wpływ turystyki – był to najwyższy wynik w historii tych pomiarów.

Podczas demonstracji w 2024 i 2025 roku protestujący maszerowali pod hasłami „Masowa turystyka zabija miasto” oraz „Wasze wakacje, nasza niedola”. Najbardziej medialnym elementem protestów stało się polewanie turystów wodą z niewielkich pistoletów.

Za widowiskowymi akcjami stoi jednak bardzo konkretny problem mieszkaniowy. Czynsze za nowe umowy najmu były w 2024 roku prawie o 70% wyższe niż dziesięć lat wcześniej. Władze Barcelony zapowiedziały, że do 2028 roku nie przedłużą około 10 tys. licencji na wynajem mieszkań turystom.

Palma de Mallorca – wyspa, na której coraz trudniej mieszkać

Na Majorce problem dotyczy zarówno stolicy wyspy, jak i nadmorskich kurortów. W lipcu 2024 roku w demonstracji w Palmie uczestniczyło według policji około 10 tys. osób. Kolejne protesty odbyły się w 2025 roku.

Mieszkańcy skarżą się nie tylko na zatłoczone plaże. Największe emocje wywołują ceny mieszkań, przeznaczanie nieruchomości na wynajem wakacyjny, korki oraz przeciążenie usług publicznych. Aktywiści domagali się także ograniczenia zakupu domów przez osoby, które korzystają z nich tylko przez kilka tygodni w roku.

Sytuacja jest skomplikowana, ponieważ turystyka odpowiada za około 45% gospodarki Balearów. Mieszkańcy nie postulują więc zwykle likwidacji branży, lecz odejście od modelu opartego na ciągłym zwiększaniu liczby przyjazdów.

Málaga – apartamentów turystycznych jest więcej niż miejsc hotelowych

Málaga długo była traktowana przede wszystkim jako brama prowadząca do kurortów Costa del Sol. W ostatnich latach sama stała się jednak jednym z najpopularniejszych kierunków miejskich i miejscem chętnie wybieranym przez zagranicznych inwestorów oraz pracowników zdalnych.

Miasto dysponowało około 14 tys. miejsc hotelowych i aż 40 tys. miejsc w apartamentach wakacyjnych. W centrum najem krótkoterminowy odpowiadał za 65% całej turystycznej bazy noclegowej. Mieszkańcy zaczęli protestować pod hasłem „Málaga para vivir” – „Málaga do życia”.

Władze wstrzymały wydawanie nowych zezwoleń na wynajem turystyczny w 43 dzielnicach, w których na takie cele przeznaczono ponad 8% mieszkań. Málaga dobrze pokazuje, że źródłem konfliktu nie musi być sam turysta spacerujący po centrum. Znacznie większym problemem jest przeobrażanie całych dzielnic w rozproszony kompleks noclegowy.

Lizbona – mieszkańcy chcieli referendum w sprawie apartamentów

Lizbona jeszcze kilkanaście lat temu należała do relatywnie niedrogich stolic Europy Zachodniej. Boom turystyczny, popularność najmu krótkoterminowego oraz napływ zagranicznego kapitału całkowicie zmieniły jednak jej rynek mieszkaniowy.

W 2024 roku w mieście działało około 20 tys. apartamentów wakacyjnych, odpowiadających mniej więcej 8% zasobu mieszkaniowego. W ciągu dekady czynsze wzrosły ponad dwukrotnie, a ceny nieruchomości – według danych przytaczanych przez Reutersa – około trzykrotnie.

Ponad 6,6 tys. mieszkańców poparło inicjatywę przeprowadzenia referendum w sprawie ograniczenia wynajmu turystycznego w budynkach mieszkalnych. Trybunał Konstytucyjny ostatecznie zakwestionował przygotowane pytania referendalne, ale sama liczba podpisów pokazała skalę niezadowolenia.

Od grudnia 2025 roku obowiązują zmienione przepisy lokalne. W dzielnicach, w których udział apartamentów wakacyjnych przekracza 10% zasobu mieszkaniowego, zasadniczo nie można wydawać nowych licencji. Nie rozwiązuje to jednak problemu tysięcy już działających obiektów.

Wenecja – miasto, które staje się turystyczną dekoracją

W przypadku Wenecji tłok jest tylko najbardziej widocznym objawem znacznie głębszej zmiany. Historyczne centrum liczy już mniej niż 50 tys. stałych mieszkańców. Młodzi wenecjanie wyprowadzają się ze względu na wysokie ceny, niedostępność mieszkań i malejącą liczbę usług potrzebnych w codziennym życiu.

Wprowadzenie opłaty dla jednodniowych odwiedzających miało ograniczyć ruch w najbardziej zatłoczone dni. Część mieszkańców protestowała jednak również przeciw temu rozwiązaniu, uznając, że opłata nie zmniejsza liczby przyjazdów, lecz zamienia Wenecję w płatny park rozrywki.

W czerwcu 2025 roku miasto przyłączyło się do skoordynowanych protestów przeciw turystyfikacji. Sprzeciw dotyczył między innymi planów budowy dwóch kolejnych hoteli, które miały zwiększyć bazę noclegową o około 1500 miejsc. Innym symbolem napięć stały się protesty towarzyszące wystawnemu weselu Jeffa Bezosa. Dla aktywistów wydarzenie było kolejnym przykładem traktowania Wenecji jako luksusowej scenografii, a nie żywego miasta.

Amsterdam – mieszkańcy pozwali własne miasto

Amsterdam od lat próbuje ograniczać uciążliwą turystykę. Wprowadził jedną z najwyższych opłat turystycznych w Europie, ograniczył najem krótkoterminowy, zakazał powstawania nowych hoteli bez likwidacji innego obiektu oraz prowadził kampanię zniechęcającą do przyjazdów nastawionych na alkohol, narkotyki i dzielnicę czerwonych latarni.

Dla części mieszkańców działania okazały się niewystarczające. W 2025 roku grupa Amsterdam Heeft een Keuze pozwała władze miasta za nierealizowanie przyjętego limitu 20 mln noclegów turystycznych rocznie. W 2024 roku liczba noclegów wyniosła około 22,9 mln.

To jeden z najbardziej wyrazistych przykładów społecznego sprzeciwu: mieszkańcy nie tylko demonstrują, lecz próbują za pomocą sądu zmusić samorząd do przestrzegania jego własnej polityki turystycznej.

Florencja – skrzynka z kluczami symbolem znikających mieszkań

We Florencji symbolem turystyfikacji stały się niewielkie skrzynki z kodem, w których właściciele apartamentów pozostawiali klucze dla kolejnych gości. Aktywiści zaklejali je czerwonymi krzyżami i umieszczali napisy „To miasto nie jest hotelem”.

Mieszkańcy zwracali uwagę, że lokale przeznaczane na krótkie pobyty znikają z normalnego rynku najmu, a razem ze stałymi mieszkańcami z centrum odchodzą tradycyjne sklepy i usługi. Władze zakazały stosowania skrzynek w historycznej części miasta, ograniczyły używanie głośników przez przewodników i podtrzymały restrykcje dotyczące nowych apartamentów turystycznych.

Wyspy Kanaryjskie – „Wyspy mają granice”

Choć Wyspy Kanaryjskie nie są jednym miastem, trudno pominąć je w zestawieniu. Demonstracje odbywały się między innymi w Las Palmas de Gran Canaria, Santa Cruz de Tenerife i największych kurortach.

W maju 2025 roku tysiące osób protestowały pod hasłem „Canarias tiene un límite” – „Wyspy Kanaryjskie mają granice”. Archipelag zamieszkuje około 2,2 mln osób, a każdego miesiąca przybywa na niego ponad milion zagranicznych turystów.

Mieszkańcy wskazują na ceny mieszkań, korki, zużycie wody, przeciążenie ochrony zdrowia i zabudowywanie kolejnych terenów kompleksami hotelowymi. Podkreślają jednocześnie, że nie są przeciwni turystyce jako takiej, lecz dalszemu zwiększaniu jej skali bez uwzględnienia możliwości wysp.

Czy Madera również ma dość turystów?

Maderę coraz częściej wymienia się obok Majorki i Wysp Kanaryjskich, ale sytuacja na portugalskiej wyspie jest na razie inna. Nie rozwinął się tam równie liczny i dobrze zorganizowany ruch protestu przeciwko turystyce.

Presja szybko jednak rośnie. W 2025 roku Maderę odwiedziło około 2,44 mln gości, którzy wykupili prawie 12,8 mln noclegów – o 8,4% więcej niż rok wcześniej. Szczególnie szybko rozwijał się wynajem w lokalnych apartamentach.

Najbardziej widocznym problemem jest przeciążenie popularnych szlaków, punktów widokowych i parkingów. W 2026 roku na oficjalnych trasach wprowadzono obowiązek rezerwowania określonej godziny wejścia oraz opłaty wynoszące zazwyczaj 4,50 euro. Mieszkańcy regionu są z nich zwolnieni.

Madera znajduje się więc raczej na etapie ostrzegawczym. Rosnąca liczba noclegów, samochodów i apartamentów wakacyjnych może doprowadzić do napięć znanych z Wysp Kanaryjskich, ale nie należy jeszcze pisać, że mieszkańcy masowo protestują przeciw turystom.

Czy turyści rzeczywiście nie są już mile widziani?

Nagłówki o „miastach, które nienawidzą turystów” upraszczają sytuację. Protesty najczęściej nie są wymierzone w konkretną osobę, która przyjechała na kilka dni do Barcelony, Lizbony czy Wenecji. Ich adresatami są władze, inwestorzy, platformy wynajmu krótkoterminowego, operatorzy rejsów oraz branża nastawiona na nieograniczony wzrost.

Nie oznacza to, że sposób podróżowania jest bez znaczenia. Presję na mieszkańców można ograniczyć, wybierając legalny nocleg, przyjeżdżając poza szczytem sezonu, korzystając z lokalnych usług i przestrzegając zasad obowiązujących na szlakach oraz w dzielnicach mieszkalnych.

Najważniejszym pytaniem nie jest już bowiem, ilu turystów może przyciągnąć miasto. Coraz częściej brzmi ono: ilu odwiedzających może przyjąć, nie tracąc przy tym mieszkańców, lokalnych usług, środowiska i własnego charakteru.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *